2014/03/31

First day week

Hej. Ten dzień zaliczam do nieudanych. Jakoś tak dziwnie było w szkole i w ogóle. Wkurzyło mnie to, że całą niedzielę poświęciłam na naukę do pracy klasowej z historii i o 22:00 około wydrukowałam sprawdzian, który możliwe, że mógł być dzisiaj, no i był. Po sprawdzianie sprawdziłam sobie co miałam źle i dosyć sporo było tego. Ale pocieszam się jednym - będę dziękować w 3 klasie z tą niedzielę, bo wcale jej nie zmarnowałam, kiedyś mi się na pewno te informacje przydadzą. 
Na koniec graliśmy w palanta, znowu miałam dziurawe ręce. Zauważyłam, że jak jestem wkurzona, to lepiej cokolwiek robię. Szybciej i sprawniej, a przede wszystkim gwałtowniej. Po szkole zdążyłam jeszcze pójść na spacer ze Sky'em i na małą sesję. I uważam, że była najbardziej udana z wszystkich, mimo, że zdjęcia nie do końca wyszły, ale atmosfera była wspaniała :).
Potem biegiem do domu i rowerem zasuwałam z koleżanką do szkoły na SKS-y, gdzie znowu uczniowie przygotowywali się do jakiegoś konkursu, gdzie trzeba będzie jak najpoprawniej przejechać tor na rowerze. 
Po SKS-ach pojechałyśmy do pasmanterii po styropianowe jajko wielkanocne na plastykę i do weterynarza (w sumie nie wiem po co, ale ona musiała się o coś zapytać). No i tak minął mój dziń. W dodatku czuję, jakbym miała gorączkę, jestem cała rozpalona i średnio się czuję. Na termometrze jest niby normalna temperatura.. 





  Zdjęć było na prawdę mnóstwo, ale tylko te tak na prawdę wyszły. Inne były zamazane, brzydkie.

Jak Wy spędziliście pierwszy dzień tygodnia? 
Miłego wtorku, dobranoc! :)

2014/03/29

Puma, 4-5 lat, nierasowa.
Hej wszystkim. Tak jak w ostatnim poście pisałam - za mało postów tematycznych. Tak więc dzisiaj postanowiłam, że opowiem Wam trochę o moich zwierzętach.
Zacznę od mojego kota, ponieważ jest ze mną dłużej. Historia jej zamieszkania u nas jest trochę inna niż się spodziewałam. 29 grudnia 2011 zdechł mój poprzedni kot. Długo się nie mogłam po tym pozbierać, bo było to najbardziej wyjątkowe zwierzę na świecie. Miesiąc później zaczęłam z koleżanką chodzić za pewien zakład, gdzie dokarmiałyśmy bezdomne koty. Oprócz nas pomagała im jeszcze sprzątaczka z tego budynku. Chciałyśmy nazwać jakoś koty, które są najbardziej z nami oswojone. 'Mojego' nazwałam Fado. A moja koleżanka nazwała 'swoją' - Puma


Zakład ten jest obok mojego domu (prawie). No i pewnego dnia zobaczyłam, że czarny kot chodzi po naszym podwórku. Poznałam te oczy, charakterystyczne ucho (naderwane u góry). To była Puma. Zaczęłam ją dokarmiać, zrobiłam jej karton ze styropianem i kocem, w którym spała w nocy (nie wiem czy pamiętacie, były wtedy mrozy ok. -20 stopni). Gdy nie było nikogo w domu, to wpuszczałam ją na chwilę, żeby się trochę ogrzała. Po kilku tygodniach pukania w drzwi od tarasu w końcu się dopukała i otworzyliśmy jej jena stałe. I do tej pory jest z nami :).



Jeśli chodzi o Sky'a, to z nim sprawa trwała 5 lat w sumie. Przez 5 lat błagałam rodziców o psa. Robiłam na prawdę wszystko. Mama zaczęła się do tego przekonywać przed końcem roku szkolnego w 2013 roku. Powiedziała, że dostanę go w wakacje po ślubie mojej kuzynki. 
I tak się właściwie stało, z różnicą kilku dni. Po ślubie pojechałam z mamą i siostrą do Niemiec. Byłyśmy tam parę dni, i wracając zadzwoniłam do taty i zapytałam się go, czy się zgadza na psa. A to, co mi odpowiedział rozbroiło mnie: "No dobra, ale ma mieć ogon." hahahah. No i po drodze zajechałyśmy do schroniska w Słupsku.



Na samym początku chciałam zupełnie innego psa, coś w stylu spaniela. Wszyscy mi doradzali, abym wzięła Bazyla (tak miał wcześniej na imię), ale nie byłam do końca przekonana. Jak podpisywałyśmy te wszystkie papiery było mi przykro, bo sie bałam, że nie będę wcale szczęśliwa. Pomyślałam sobie nawet, że w sumie źle mi się nie żyła jak była tylko z Puma. No i pierwszy tydzień był taki, jaki przewidywałam. Ciągle płacz, bo Puma długo nie wracała. Była trochę roztrzęsiona tą całą sytuacją. Bałam się, że odejdzie, a bym tego nie przeżyła. Potem jakoś się to wszystko unormowało. Jakoś się do siebie przyzwyczaili.

Sky, 2 lata, mieszaniec.

A jeśli chodzi o charakter, to się do obu przyzwyczaiłam. Puma jest strasznie groźna, jak się bawi, to ma zawsze otwartą buzię, hahahah, mam bez przerwy poharatane ręce. W sumie nie jest groźna tylko wtedy, kiedy śpi lub jest zamulona. 
Sky natomiast wymaga jak to pies duużo większej opieki. Zwłaszcza na spacerach. Moja siostra jest behawiorystką i powiedziała, że mimo, że jest mieszańcem, to ma jakieś geny bordera. A chodzi o to, że on goni motory, rowery, wszystko, co się szybko porusza (oprócz aut). A oprócz tego jest trochę strachliwy, choć widzę dużo poprawę. Kiedy go przygarnęłam bał się praktycznie wszystkiego. Pamiętam jak mojej siostry pies tylko szczeknął na Sky'a, to on od razu wiał gdzie tylko się da z piskiem. Teraz zawsze musi 'odpyskować'.









Ze Sky'em trenuje także Agility. Jest to sport głównie dla psów. Polega na przejściu (najlepiej bezbłędnie) przez tor przeszkód, np. kładka, tunel, omijanie słupków - pokazane na zdjęciu niżej.


Mam nadzieję, ze post Was trochę bardziej zapoznał z moim życiem, a przede wszystkim z moimi zwierzakami :). Miłej soboty i niedzieli!

2014/03/26

Weeeedneeesaaadaaay

Heika. Miałam nadzieję, ze uda mi się już dzisiaj dodać posta na temat moich zwierząt, no ale nici z tego, ponieważ zabrakło mi trochę czasu i go źle rozplanowałam. Stwierdziłam, że wszystkie zdjęcia zrobię wieczorem, kiedy już będzie ciemno (moje genialne myślenie) i będzie OK. No ale nie jest tak jak chciałam, więc postaram się go dodać pojutrze, bo jutro właściwie cały dzień nie będzie mnie w domu.
No ale przejdźmy do dzisiejszego dnia. Minął on dla mnie niesamowicie długo i.. jakoś tak dziwnie nudno. Nienawidzę mieć 8 godzin lekcji, gdzie właśnie tak było dzisiaj i będzie też jutro. Tylko czekać z świadomością, że zostało jeszcze więcej lekcji niż się przeżyło.
Spóźniłam się na pierwszą lekcję, ponieważ autobus mi uciekł. I to nie było wcale tak, że zaspałam, tylko pierwszy autobus, którym jechałam spóźnił się 3-4 minuty, co na prawdę ma wielkie znaczenie. Na szczęście była tylko poprawa sprawdzianu i nic oprócz tego, tak więc nie muszę nadrabiać :).
Miałam po szkole iść na scholę, ale znowu coś się stało z moim aparatem ortodontycznym i odkleił się jeden zamek (niecałe  dwa tygodnie temu 2 zamki). Pojechałam do ortodonty i mi to naprawił.
Nie wiem czemu, ale wróciło do mnie robienie lekcji, pakowanie się, uczenie o 22:00/23:00, a już wyszłam na prostą w miarę. No cóż... trzeba znowu zacząć to ćwiczyć (uzależnienie od internetu).
Idę po jakąś małą przekąskę i do niemieckiego trzeba zajrzeć :(, nie chcę tutaj obrażać żadnego Niemca, ale nie lubię tego języka, nie wchodzi mi on do głowy, może te podstawowe rzeczy jak liczenie do 100 czy odmiana przez osoby.
Good Night! + zostawiam Was z paroma fotkami ;)





2014/03/25

Aparat!

Hej kochani!
Wczoraj wreszcie przyjechał kurier z aparatem. Czemu wreszcie? Ponieważ miał być około tygodnia temu. Między innymi dlatego nie było tak długo postów i były one rzadko. Mój wcześniejszy aparat się zepsuł, a nie chciałam, żeby posty były takie gołe, puste, a jednoczenie też nudne. W przyszłym tygodniu jadę z siostrą nad jezioro, także możecie się spodziewać wielu fotek.
No i ze spacerów mam nadzieję, że też się tutaj pojawią. 
Jak napisałam podajże w ostatnim poście o tym, że kupiłam kalendarz w formię zeszytu głównie po to, by zapisywać w nim pomysły na posty, gdyż ciągle o nich zapominam. No i tak zrobiłam.
Nie chcę tu pisać wszystkich, ale te posty powinny się tutaj znaleźć w najbliższym czasie:

1. Moi zwierzęcy przyjaciele
2. Room tour
3. Hejterzy - warto się nimi przejmować?
4. Ulubieńcy miesiąca




No to na tyle. Idę się uczyć do pracy klasowej z geografii. Zostało około 60 dni szkoły w sumie, więc warto się trochę podciągnąć z ocenami. Dobranoc! :)